
Miała być nowa jakość dialogu wokół jednej z najważniejszych inwestycji drogowych w Małopolsce. Miał być stół rozmów, analiza wariantów i realne uwzględnienie głosu mieszkańców oraz samorządów. Zamiast tego – jak twierdzą uczestnicy prac nad nową trasą S7 – powstał mechanizm pozorowanego dialogu, w którym decyzje zapadają wcześniej, niż rozpoczynają się konsultacje.
Coraz mocniej wybrzmiewa zarzut, że Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad oraz Ministerstwo Infrastruktury traktują społeczne konsultacje nie jako element procesu decyzyjnego, lecz jako obowiązkowy rytuał administracyjny. Rytuał, który ma stworzyć wrażenie transparentności, podczas gdy rzeczywiste decyzje są już politycznie i urzędniczo przesądzone.
Przedstawiciele strony społecznej nie kryją rozczarowania. Jak podkreślają, po dwóch posiedzeniach Zespołu ds. S7 stało się jasne, że nie istnieje żadna realna przestrzeń do rozmowy. Pytania i postulaty mają pozostawać bez odpowiedzi, udział ekspertów ma mieć charakter wyłącznie fasadowy, a harmonogram i agenda spotkań są narzucane odgórnie. Symbolicznym obrazem tej sytuacji stał się – jak mówią uczestnicy – „zabierany mikrofon”.
To właśnie dlatego społecznicy zdecydowali się zawiesić udział w kolejnych spotkaniach z GDDKiA. Ich stanowisko jest jednoznaczne: nie chcą być „statystami w urzędniczym teatrze”.
Lista zarzutów wobec inwestora publicznego jest długa i bardzo konkretna. Mieszkańcy oraz samorządowcy domagają się między innymi:
– rozszerzenia analiz o dodatkowe warianty przebiegu trasy,
– poprawienia błędnych map i dokumentacji,
– przedstawienia aktualnych prognoz ruchu,
– analizy szerokiego ringu komunikacyjnego dla aglomeracji krakowskiej,
a przede wszystkim transparentnej metodologii i rzetelnych danych.
W tle pojawia się coraz poważniejsze pytanie: czy państwowa instytucja odpowiedzialna za miliardową inwestycję rzeczywiście chce rozwiązać problem komunikacyjny regionu, czy jedynie doprowadzić do formalnego zatwierdzenia wcześniej przygotowanych wariantów?
Najmocniejsze słowa padają ze strony samorządowców. Burmistrz Miasta i Gminy Myślenice Jarosław Szlachetka mówi wprost:
„Po tym, co wydarzyło się od stycznia bieżącego roku w sprawie prac nad nową S7 w Małopolsce, muszę jednoznacznie stwierdzić razem z przedstawicielami strony społecznej, że czujemy się oszukani przez decydentów oraz GDDKiA”
I dalej:
„Powołany „Zespół ds. S7” nie jest dziś żadnym realnym narzędziem dialogu. To raczej konstrukcja sprawiająca wrażenie stworzonej po to, aby:
odwrócić uwagę od kompromitacji kierownictwa krakowskiego oddziału Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad,
stworzyć pozór „nowego otwarcia”,
zalegitymizować dwuletnią pracę firmy IVIA mimo jej oczywistych wad i błędów,
a w konsekwencji przygotować grunt pod dalsze procedowanie tych samych, nieakceptowanych wariantów w oparciu o nierzetelne opracowania.”
To wyjątkowo poważne oskarżenia wobec państwowych instytucji, a w szczególności dyrektora Krakowskiego odziału GDDKiA – Macieja Ostrowskiego (PSL). I zarazem sygnał głębokiego kryzysu zaufania pomiędzy obywatelami a administracją publiczną.
Problem wykracza dziś daleko poza sam przebieg trasy S7. Staje się symbolem szerszego zjawiska – coraz częściej mieszkańcy mają poczucie, że konsultacje społeczne istnieją wyłącznie na papierze. Państwo organizuje spotkania, powołuje zespoły i ekspertów, ale finalnie nie dopuszcza możliwości realnej zmiany swoich planów.
W efekcie zamiast budować zaufanie, administracja produkuje frustrację. Zamiast łagodzić konflikty – pogłębia je. Arogancja proceduralna zaczyna zastępować dialog, a obywatel coraz częściej zderza się z tym, co wielu samorządowców nazywa już wprost „państwowym betonem”.
Jeżeli Ministerstwo Infrastruktury oraz GDDKiA nadal będą ignorować społeczne postulaty i ograniczać konsultacje do fasadowych działań PR-owych, konflikt wokół nowej S7 będzie jedynie narastał. Bo mieszkańcy nie protestują dziś wyłącznie przeciwko konkretnej drodze. Protestują przeciwko modelowi państwa, w którym obywatel ma słuchać, ale nie ma prawa współdecydować.
Tekst: Redakcja
Foto: Facebook/UW w Krakowie
