
Powraca temat przyszłości Szpitala Powiatowego w Myślenicach. Powodem jest ostatnia wypowiedź starosty Józefa Tomala dla „Gazety Wyborczej”. W odniesieniu do lekarzy stwierdził on: „Jeśli odejdą, to trudno”, a jednocześnie zapowiedział, że jeszcze w tym roku w szpitalu ma zostać wprowadzona elektroniczna ewidencja czasu pracy lekarzy i pielęgniarek.
Starosta przyznaje, że decyzja jest konsekwencją doniesień o nieprawidłowościach ujawnianych w szpitalach w całej Polsce. W ostatnich miesiącach szczególnie głośno było o wysokich wynagrodzeniach lekarzy po aferze w Szpitalu Południowym w Warszawie, gdzie lekarz bez specjalizacji i jednocześnie radny Koalicji Obywatelskiej Dawid Kacprzyk miał zarobić około 1,6 mln zł w ciągu roku.
Co ciekawe, pomysł wprowadzenia elektronicznej ewidencji czasu pracy najwyraźniej był wcześniej omawiany w środowisku radnych Forum Ziemi Myślenickiej. W tej sprawie interpelację złożył radny powiatowy i zastępca przewodniczącego Rady Powiatu Rafał Kudas, od lat związany z lewicą, a obecnie z Koalicją Obywatelską.
Jak napisał w swojej interpelacji:
„W szpitalu nie może dochodzić do sytuacji, w której przemęczony pracownik, pracujący wiele godzin albo kilka dni z rzędu, odpowiada za opiekę nad pacjentami. To zagrożenie zarówno dla personelu, jak i dla chorych.”
Dodał również:
„Ten temat był podnoszony już wcześniej, również wtedy, gdy byłem członkiem Zarządu Powiatu i wicestarostą. Do dziś dyrekcja szpitala nie wdrożyła takiego rozwiązania. W świetle doniesień prasowych widać wyraźnie, że te obawy nie były bezpodstawne. Będę domagał się jasnej odpowiedzi, dlaczego taki system nadal nie został wdrożony.”
Problem polega jednak na tym, że od lat szpital zmaga się z wieloma znacznie poważniejszymi wyzwaniami: niedoborem personelu, trudną sytuacją finansową oraz problemami organizacyjnymi. Tymczasem można odnieść wrażenie, że proponowane rozwiązanie ma być odpowiedzią przede wszystkim na medialne doniesienia z innych części kraju, a nie na rzeczywiste problemy myślenickiej placówki.
Jeżeli starosta Józef Tomal i radny Rafał Kudas rzeczywiście uważają, że elektroniczna ewidencja czasu pracy rozwiąże problemy szpitala, to oznacza, że nie dostrzegają szerszego, ogólnopolskiego kryzysu ochrony zdrowia. Trudno oprzeć się wrażeniu, że unikają także publicznej krytyki działań rządu, z którym są politycznie związani.
Pojawiają się również pytania o wiarygodność takich działań w kontekście politycznych zależności. W przypadku Rafała Kudasa trudno pominąć fakt jego zatrudnienia w Krakowskim Holdingu Komunalnym, które przez część opinii publicznej postrzegane jest jako efekt politycznych powiązań.
Największy problem polega jednak na czymś innym. W praktyce nowy system może najmocniej uderzyć nie w lekarzy, lecz w pielęgniarki, personel pomocniczy i pracowników administracyjnych, czyli osoby, które każdego dnia zapewniają ciągłość funkcjonowania szpitala. To właśnie oni odczują skutki dodatkowych obowiązków i zwiększonej kontroli.
Jednocześnie trudno nie odnieść wrażenia, że cała dyskusja stawia w niezręcznej sytuacji obecną wicestarostę Ewę Kęsek. Publiczne podkreślanie przez Rafała Kudasa, że już jako wicestarosta sygnalizował ten problem, można odebrać jako próbę pokazania, że obecne kierownictwo powiatu nie radzi sobie z zarządzaniem szpitalem równie dobrze jak jego poprzednicy.
Jeżeli wprowadzenie elektronicznej ewidencji czasu pracy ma być jednym z głównych sposobów poprawy sytuacji finansowej szpitala, trudno uznać to za kompleksową strategię naprawczą. Może to raczej świadczyć o braku pomysłu na rozwiązanie rzeczywistych problemów placówki i poszukiwaniu działań, które będą dobrze wyglądały w przekazie medialnym.
Paradoksalnie najbardziej odczuwalnym skutkiem nowych regulacji może być odejście części lekarzy. W przeciwieństwie do wielu innych pracowników ochrony zdrowia mają oni znacznie większe możliwości znalezienia zatrudnienia w innych placówkach, często na korzystniejszych warunkach finansowych.
Oczywiście kontrola czasu pracy jest standardem w wielu urzędach i przedsiębiorstwach. Szpital nie jest jednak zwykłą firmą. Specyfika pracy personelu medycznego wymaga większej elastyczności, a rozwiązania administracyjne nie zawsze przekładają się na poprawę jakości leczenia czy organizacji pracy.
Jeżeli nowe przepisy okażą się kolejnym biurokratycznym obowiązkiem zamiast realnym narzędziem poprawy funkcjonowania szpitala, mogą przynieść efekt odwrotny do zamierzonego. Lekarze wybiorą bardziej przyjazne miejsca pracy, a z problemami pozostaną dyrekcja, pielęgniarki, personel pomocniczy i przede wszystkim pacjenci.
A jeśli z czasem zabraknie nie tylko lekarzy, ale również pielęgniarek i personelu pomocniczego, mieszkańcy powiatu będą rozliczać z tego przede wszystkim władze odpowiedzialne za funkcjonowanie szpitala. Wówczas to na staroście Józefie Tomalu oraz jego najbliższym politycznym otoczeniu – w tym Ewie Kęsek i Rafale Kudasie – skupi się odpowiedzialność za skutki podejmowanych dziś decyzji.
Tekst/grafika: Redakcja
